Kino Konesera. Recenzja "Buntownik bez powodu"

2022-04-10

Legenda, mit, klasyka

W kwietniowym Kinie konesera zaproponowaliśmy, zgodnie z naszymi założeniami, spotkanie z filmem legendarnym, z aktorem, który przeszedł do historii kina, mimo że zagrał tak naprawdę w zaledwie trzech filmach. Mowa oczywiście o obrazie Nicholasa Ray’a – Buntownik bez powodu z główną rola Jamesa Deana.

Film powstał w roku 1955 i opowiada o młodych ludziach, którzy poszukują swojego miejsca w świecie, poszukują sposobów mówienia o sobie, o miłości, o relacjach z rodzicami, poszukują wreszcie sposobu na wyrażenie własnej podmiotowości. Rzecz dzieje się w niewielkim, typowym dla Stanów Zjednoczonych, miasteczku. Przeprowadza się tutaj rodzina Jima Starka, który rozpoczyna naukę w miejscowym liceum. Głównych bohaterów poznajemy w nocy na posterunku policji. Jim znalazł się tam z powodu alkoholowego upojenia, a jego późniejsza dziewczyna, dlatego że po prostu spacerowała nocą po ulicach miasta. Tutaj orientujemy się już jak ograniczone były swobody młodych ludzi w latach pięćdziesiątych XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Za powyższe „występki” młodym ludziom groziły poważne konsekwencje. Dalej historia toczy się dość wartko. Jim w nowym liceum popada w konflikt z miejscowym „królem życia”. Dochodzi do pojedynku „cykorów”. Antagoniści pędzą kradzionymi samochodami w stronę przepaści. Kto pierwszy wyskoczy – przegrywa. Przeciwnik Jima – Buzz nie może otworzyć drzwi i spada w przepaść.

Czy prawda wyjdzie na jaw? Trzeba zobaczyć film. Dalej Jim wraz z Judy opiekują się niezrównoważonym kolegą – Platonem, który ginie w wyniku postrzału przez policję. Historia jakich wiele widzieliśmy w kinie na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

Na czym polega więc wielkości Buntownika bez powodu? Otóż, to w tym filmie właściwie po raz pierwszy podmiotem zainteresowania stali się nastolatkowie. Zobaczyliśmy, że tytułowy bunt rzeczywiście jest immanentną cechą młodych ludzi. Oni po prostu muszą się buntować, aby wyznaczyć swoją własną drogę.  Wcześniej w kinie tego nie było. Niezgoda na rzeczywistość, mimo zapewnionego bytu, mimo pozornego braku powodów do buntu jest cechą młodych ludzi. Ten film wiele uświadomił, pokazał, że chęć odnalezienia własnego stylu życia jest czymś naturalnym. Jim nie godzi się z nieco safandułowatym ojcem, Judy nie rozumie, dlaczego okazywanie uczuć jest czymś nagannym, a Platon nie znajduje pomocy ani oparcia w rodzicach, mimo ewidentnej choroby psychicznej, która jeszcze wówczas uchodziła za coś wstydliwego.

Nie bez znaczenia dla popularności filmu pozostaje oczywiście fakt, że odtwórca głównej roli – James Dean – grał właściwie samego siebie. Niepogodzonego z rzeczywistością buntownika, aktora poszukującego – nowych sposobów grania, ale także poszukującego wrażeń, mocnych doznań.

Dean zginął w wypadku samochodowym niedługo po skończeniu zdjęć do filmu. Odtwórczyni głównej roli kobiecej - Natalii Woood - zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach podczas morskiej wyprawy, a Sal Mineo (Platon) został zamordowany.

Film również dzisiaj ogląda się dobrze. To historia opowiedziana sprawnie bez zbędnego patosu, ale pokazująca młodych ludzi jako tych, z którymi trzeba rozmawiać, którzy mają coś do powiedzenia i mają prawo do własnej podmiotowości, do marzeń, do własnego życia. A Jeames Dean? Pozostał legendą, tak jak wielu innych, którzy odeszli zbyt wcześnie. Wielu z nich podpisałoby się zapewne pod słowami aktora:

Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie; żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś.

Wojciech Kubicki

 


Warning: A non-numeric value encountered in /home/mdkrawa/ftp/2017/wp-content/themes/mdkrawa/functions.php on line 756